Ha! Terka, to teraz rozumiem ... Nie widziałam tej strony i tego tematu w ogóle. Oczywiście, że się włączę ...
Na początek - KRZYŻÓWKI. Najbliżej nas żyjące, wciąż z nami przebywające, cieszące nasze oczy swoim żółciutkim i ślicznym przychówkiem. Kaczki i kaczory ... Zwykłe, a jakże kolorowe i sympatyczne.
Tej mroźnej zimy 2012 było im przeraźliwie ciężko. Na niewielkim fragmencie niezamarzniętego stawu na Kępie Potockiej w Warszawie (ta część należy do Dzielnicy Bielany), przebywało prawie 2000 krzyżówek.
Część stada
W dniach, kiedy temperatura w dzień wynosiła -14 do -16 stopni, woziłyśmy z koleżanką karmę dla ptaków. Ale widać było, że ani my, ani mieszkańcy nie damy rady wykarmić tej wielkiej zbieraniny ptactwa. Były w tym stadzie również łyski, i mewy wszelakie, kawki i gawrony też poszukiwały pożywienia. Jednego dnia stado krzyżówek przestało reagować na nas. To był straszny moment. Wyglądało na to, że ptaki są zmarznięte, bez energii, nawet nie mają siły wstać, poderwać się, zawalczyć o pokarm.
Napisałam dramatyczny list-e-mail do Azylu w warszawskim ZOO, do Stołecznego Towarzystwa Ochrony Ptaków (STOP), do Wydziału Ochrony Środowiska Dzielnicy Żoliborz (a potem - na Bielany). Azyl poinformował, że przyjmą pod swoje skrzydła wszystkie zamarzające lub przymarznięte do lodu kaczki, jeśli zorganizujemy ich wyłapanie i dostarczymy. Ręce nam opadły ... Jak mamy te kaczki połapać?!!! Nie mogę ludzi w Azylu krytykować - starali się znaleźć rozwiązanie, jakie leży w ich kompetencjach. I wspierali mnie słownie ...
Zaraz potem, dostałam ciepły list z Bielan, że nie należy się martwić, bo WOŚ ma zawarty kontrakt z firmą, która regularnie dokarmia dzikie ptactwo w tej dzielnicy (to jest zadanie tego Wydziału, na które są przeznaczone pieniądze w ich budżecie). Chwała im za to!
Miałam jednak wątpliwości. Mieszkańcy, których przepytywałam o dokarmienie krzyżówek, odpowiadali, że nigdy nikogo takiego nie widzieli. Natomiast, muszę stwierdzić, że każdy przynosił furę jedzenia.
Jeden pan, to nawet wbrew przepisom, zatrzymał samochód na poboczu ulicy na światłach awaryjnych, wyskoczył z torbą karmy i zaczął wyrzucać szybko jedzenie na ziemię. Kaczki były uszczęśliwione. A on błyskawicznie rzucił do mnie: "Nigdy nikogo z jakiejkolwiek firmy tu nie widziałem. A przywożę tym ptakom jedzenie codziennie". Wspaniali ludzie, o wielkich sercach ...
Być może i z tej firmy jednak przyjeżdżano, może niezbyt regularnie. Ktoś nawet powiedział, że gdyby nie było dokarmiania, to ptactwo odleciałoby stąd nad Wisłę, pod kolektor Młociński, gdzie woda nie zamarza, a odpadki stanowią źródło pożywienia dla wszystkich ptaków tam przebywających.
Napisałam jeszcze jeden list do WOŚ na Bielanach z prośbą o słomę na lód, żeby kaczki nie musiały siedzieć tylko na takim zimnym.
Następnego dnia słoma już była w czterech miejscach rozrzucona.
Powoli robiło się coraz cieplej i liczba krzyżówek malała. Wracały pewnie do "swoich" miejsc w innych parkach warszawskich ...
Razem z koleżanką, na zmianę, byłyśmy na Kępie Potockiej codziennie. Robiłyśmy obchód i dokarmiałyśmy przywożonymi płatkami owsianymi, ziarnem słonecznika, trochę - pieczywem, karmą dla dzikich ptaków. Wśród krzyżówek, poza wymienionymi przeze mnie wcześniej gatunkami, była tez para takich dziwnych kaczuszek, które na Kępie Potockiej mieszkają od lat. Na zdjęciu jest samiczka ...
Naszym pupilkiem jest samiec karolinki, który co roku ma partnerkę krzyżówkę. Oczywiście, nie może być kaczuszek z takiego związku, ale on się co roku kocha w kaczce. I czule za nią pływa, broni dostępu do niej samców krzyżówek, podaje jej jedzonko i jest szczęśliwy.
Uwielbia nasiona słonecznika ...
Na Kępie byłam wczoraj. Panowała atmosfera spokoju i najedzenia. Kaczki nawet patrzeć nie chciały na rozsypywane ziarno. Łyski - tak, a krzyżówki - pfe! To by mogło znaczyć, że dostały dość od samego rana. Dobrze! O to chodziło.
Dzisiaj znowu zaczęłam się zamartwiać. Spadł śnieg, śnieżyca ... Jak sobie radzą?!!! Ale koleżanka mnie pociesza. Przeżyły mrozy, dadzą radę i teraz ... Z pomocą zwykłych dobrych ludzi i Urzędu.
W finale tej historii muszę napisać, że znalazłam 6 kaczek zamrożonych i częściowo zjedzonych przez ptaki krukowate (też głodne, przecież). Smutne! Ale na te ok. 2000 - tylko 6. Cieszmy się. Będą kaczątka wiosną. Będzie wiosna!