Ten jeden mimo że pojedzony to cmoka kosteczkę, uczy się, podpatruje jak robi to mama i sam próbuje. Uchwyt łapkami juz opanował, brakuje jeszcze siły w dziubku. Od mamy nie chce, pojedzony do wypęku. Mama sprawdza czy nie wciśnie kolejnego kąska. Ale jemu nie o to chodzi. Pp prostu chce sam opanować technikę.
I wiecie... właśnie i ja stresuję się mniej. Jak Policja szuka sprawcy, a prywatny detektyw już od jakiegoś czasu też to może nie będą mieli odwagi nic jej zrobić.
Oczywiście jak się już odwracają od jedzenia to mama nadal " za mamusię.... kto ma ochotę na świeże mięsko.... zobaczcie jakie dobre.... może jeszcze kawałeczek". A po jedzonku padają i śpią. Wrocia stoi na progu, grzeje się w słoneczku- spokojna, że świadomością, że maluchy pojedzone - i obserwuje otoczenie.