Czarnooka była świetną sokolicą i bardzo mi jej żal, ale zadam to pytanie, które już mnie nurtowało przy lęgu Wrotki i Czarta. Skoro populacja sokoła wędrownego jest stabilna z tendencją wzrostową, to jaki jest sens w inkubowaniu jaj tak blisko spokrewnionej ze sobą pary?
Matka z synem to nie są różne geny, tylko połowa tych samych. I z biologicznego punktu widzenia jest to bardzo ryzykowne i jak najbardziej może mieć wpływ, zwłaszcza u takich gatunków jak sokół wędrowny, które w niedawnej przeszłości przez drastyczny spadek populacji w bardzo znaczący sposób utraciły zmienność genetyczną. Więc z biologicznego punktu widzenia pisklęta takiej pary mają słabszą pulę genów.
Taka refleksja mnie naszła, dzięki zabraniu jajek dwa życia uratowane i nowe powstaje. Śledziłam trochę sytuację Amelii we Włoszech (gniazdo w Rzymie) i tam mam wrażenie, że zawalili sprawę, jajka zostawili podczas interwencji i Amelia się męczyła z wysiadywaniem ich i dopiero niedawno odpuściła, lęg stracony :( Nie wiem czy to coś wpłynęłoby, bo laik jestem, ale może by zniosła nowe jajka z nowym samcem Tormento jakby zabrali te stare?
Skierek przyszedł z jedzeniem, wszedł do budki, ale Astra odkopała jakiegoś suchara i nim się zajęła, nie przejęła ulowki i Skierek odleciał. Sam nie podjął próby karmienia.