Byłam dziś pod kominem i wypatrzyłam tylko jednego sokoła, raczej młoda. Za to choć raz na nasłonecznionej miejscówce. Podjechałam kawałek dalej, to bypluła zbędny balast i postanowiła odleciec akurat gdy nie patrzyłam 😆
Wszystko zjadła sama, aż dziw, że nie pękła ;) Gdynek przeszukał daszek, przeszukał gniazdo, nic nie znalazł, więc na spotkanie też się nie pisał, bo młoda nabrała ochoty jak już sobie pojadła :)