Wtedy nic się nie stało, osłoniła jajka dwoma skrzydłami, potem schowała jedno skrzydło.... a potem zerwała się i z krzykiem odleciała, tak jakby chciała sowę pogonić i wszystko ucichło ... do teraz, gdy słychać pohukiwania
Może warto poprosić o kopie nagrań. Ona przez jakiś czas leżała z rozłożonymi skrzydłami w bezruchu i wyglądało mi na to, ze nie oddychała nawet. Teraz to już nie jestem pewna, czy to mój komputer strajkował czy jednak coś się stało, bo w tym czasie zegar działał normalnie. Nie widziałam potem jak jedno skrzydło złożyła, bo akurat na boksiku pisałam
Myślę, że w tamtym roku utrata piskląt, która była nagła i w połowie ich cyklu odchowu, rodzice utracili niespodziewanie ciągłość swojego cyklu hormonalnego, a więc i rozrodczego. I teraz mają wszystko przesunięte w czasie. Ja jeszcze nie straciłam nadziei na jaja w Trzebieży. Być może to gniazdo traktują jako rezerwowe, bo coraz rzadziej tu zaglądają. Jaja będą w tym innym miejscu.
To chyba za daleko posunięte wnioski. A co by było z drobnymi wróblakami które znacznie częściej tracą lęg? Przecież nie czekają w następnym roku miesiąc czy dwa później.
Okres lęgowy wróblowatych trwa od lutego do września, różni się w zależności od szerokości geograficznej, w Europie to najczęściej od kwietnia do sierpnia, z wyprowadzeniem do pięciu lęgów. Czyli nawet jak nie stracą lęgu, w 6 tygodni odchowają pierwszy i już buzują hormony i pracują nad następnym. Sokoły raz w roku.