Dzwoniłam rano zaraz po 7 do MECu . Nikogo pod numerem z którym się kontaktuję nie zastałam, no to do sekretariatu. Powiedziałam o trzech spadochroniarzach i poprosiłam aby ktoś z pracowników o ile może, sprawdził teren koło komina. Zadzwoniłam przed chwilą, pod numer z którym się kontaktuję, już była P. Aleksandra i powiedziała mi że nikogo na ziemi nie zauważyli. Małe dzieci, mały kłopot, duże dzieci.....
Rozmawiałam z koleżanką prowadzącą jedyną tu fundację dla dzikich. Ratowała nasze ptaki jak pospadały jakiś czas temu. Nie miała żadnych wezwań z MECu. Także myślę, że dają radę.
Może młode pojawią się za jakiś czas. W Koszalinie różnie z tym bywało, niektórzy pojawili się z dwa razy i to wszystko. Rodzice też będą je odciągać od gniazda, a nie zachęcać do pobytu w budce
Najpierw ktoś z miejscowych powinien stwierdzić czy młode są gdzieś poniżej na kominie. Na komin nie wchodzi się ot tak, bez powodu, trzeba mieć zezwolenie i uprawnienia wysokościowe. Nie wszystkie gniazda mają takie ekipy fanów jak Lublin czy Warszawa,, Toruń lub Słupsk swego czasu, trzeba się z tym pogodzić.
One już miały za sobą skoki na daszek, wiedzą do czego skrzydła służą, ale.... zawsze może pójść coś nie tak. Sambor po prostu poleciał, a reszta miejmy nadzieję, że jest niżej na galerii, a nie na ziemi. Nie każde gniazdo z sokołami to Lublin, czy kilka osób w Warszawie. Jest długi weekend, nie wiem czy uda mi się jutro do MECu dodzwonić
Zaraz jak zeskoczyl Dexter pojechalam pod komin.Tam jest takie zagęszczenie anten i wsporników,że trudno z dołu cokolwiek zobaczyć.Moja lornetka jest za słaba , ale na poręczy przy ostatnie antenie siedzial dorosły i obserwował podest. Przy takim wyskoczeniu jakie wykonali Czaruś i Dexter raczej nic im nie jest.Przecież Sambor zaliczył to samo.Może oni potrzebują więcej czasu.