Za późno włączyłam nadrywanie ale co nieco jest dzięki operatorowi kamer . Myślę, że Gdynek na miano "sępa" nie zasługuje bo to chyba normalność tylko nie widać.
Może i Gdynek nie jest najdzielniejszym z dzielnych. Może i gotować nie lubi i za bardzo czeka, aż kobieta mu do stołu poda. Ale za to w ciężkich pracach nad przedłużeniem gatunku nie ma sobie równych😉.
Prawda, czasami po kilka godzin siedział i nie kwiknął nawet. A czasami ja za szybko wróciła Afrodyta, to tak palił głupka... nie widział jej, nie słyszał , głowę w ścianę odwracał 🤣
Elik jak była Zjawa ze Skiperem , to było tak samo, przy czym Skiper to potrafił nie raz jeszcze spod dzioba jej wyrywać żarcie, jak za długo jadła. No ale to rodzinne może, przecież to młodszy brat Gdynka był. Ale i w Wałbrzychu było tak samo. Hela znosiła sobie zapasy do gniazda, a sęp był zaraz potem prawie zawsze. Kto nie pamięta, to jest to udokumentowane.
Ja nawet tak bym go nie oceniała. Bo: kiedy była początkowa inkubacja on kilka razy mocno podratował sytuację. Afrodyta na długo nie zostawiała młodych, i nic nie upolowała w tym czasie. I To Gdynek dostarczał wtedy ptaszki do nakarmienia maluchów. A druga sprawa: Tak naprawdę nie wiemy jak to jest u innych par. Afrodyta zrobiła sobie jadalnię na dachu, a Gdynek tam zaraz sępi.
Przed chwilą weszłam na podgląd i akurat trafiłam na podejście drugie :D Też na lampie, po wszystkim nadal tam siedzi i myje pióra. Biorąc pod uwagę ich starania, Afrodyta powinna się nieść jak kwoka w tym sezonie ;P
No czas najwyższy przestać tylko siedzieć i pachnieć. Samo się raczej nie posprząta😉. Chyba że zjawi się jeszcze służba, tudzież jakiś niewolnik zostanie zaprzęgnięty do pracy🙃.
W końcu przyjęła zaproszenie, widać było cień Afrodyty, siedzi gdzieś blisko budki. Gdynek od rana dwoi się i troi, teraz siedzi w gnieździe, kłania się i cioka
Jak zwykle rano w drodze do pracy zadzieram głowę na komin. I dziś coś się działo. Albo przeloty tokowe, albo gonienie intruza, ale obstawiam to pierwsze, bo lot był raczej spokojny. Najpierw para leciała w stronę komina, poniżej dolnego tarasu. Jedno przysiadło na drabince na dachu hali, drugie poleciało w stronę drugiego komina, okrążyło go i wróciło na tej samej, niskiej wysokości. Sokół z drabinki dołączył do przelotu i zniknęły mi z oczu nad marketem :) Była 7:58