To gniazdo obserwuję najdłużej. Od Szeryfa do Czarusia, a potem do Lili, co roku znika jakieś dziecko. Natura jest tak okrutna, że jedyne co mogę zrobić, to pamiętać, że przyszły na ten świat.
Wciąż nie chcę w to uwierzyć. Wciąż mam przed oczami obraz dzielnej Lili szarżującej na człowieka. Jest taka żywiołowa, jako pierwsza rozpoczęła balkonową przygodę i podbiła dach. Mam nadzieję, że pewnego dnia nagle pojawi się przed nami, by sprawić nam niespodziankę.