Gdybyś widziała jak ona wmaszerowała do budki przed 19, to byś nie pisała o bezobjawowości. Normalnie jak na ścięcie szła. Wmaszerowała, stanęła i tak stała bez ruchu, czekając na wyrok...3 godziny.
Dla mnie to było objawowe. W tym sensie, że ona weszła na sztywno. Do tej pory tak się nie zachowywała. Wchodziła do budki, grzebała dołki, chodziła od jednego do drugiego. Natomiast znoszenie jajka poszło konkretnie, żadnego zalegania na porodówce pełnej doby.
Edycja posta. Sprostowanie. Afrodyta stoczyła walkę powietrzną z intruzką. Tuż przy kominach. Poleciała, tak jak ostatnio w kierunku Zgierz/Aleksandrów Łódzki. Straciłam ją z oczu. Około 15 na barierce pojawił się sokół, na prześwietlonym przez słońce obrazie zobaczyłam jak wyciąga sobie z pazurów pióra. Teraz siedzi tam Gdynek. On nie uczestniczył w walce, siedział w gnieździe i szukał jajka. Zatem pióra albo jego albo obiadu.
Intruzka latała w tych samych rejonach co wtedy. Niestety drzewa, nawet bez liści, zasłaniają mi te fragmenty, gdzie toczą się boje. Kos, możesz coś więcej powiedzieć o Edzi?