Veolkę roznosi energia i zaczepia brata. Patrzą na coś w przestworzach. Faktycznie baaardzo wysoko coś lata, jakby bocian, ale bocian nad Łodzią, tak wysoko, że mało co widać przez lornetkę?
Już drugi raz w tym tygodniu widziałam "wielkie dziwne ptaszysko" wysoko nad Bałutami. Właśnie oglądam fotki sępa w locie, kuuurcze, nie mogę tego wykluczyć, ale to ekstremalnie mało prawdopodobne, by mieć takiego farta. Nie mogłam dostrzec długiej szyi ani długiego dzioba bociana, bo może to nie bocian. Z całą pewnością nie był to błotniak (bo to maleństwa przy ptaszysku, które widziałam).
Już z daleka widziała chyba Afrodytę lecącą do niej z jedzeniem i zaczęła krzyczeć. Afrodyta wylądowała przed budką, Veolka z krzykiem przechwyciła jedzenie, Veolka z 2 śniadaniem (i z krzykiem) do budki. Po kilku minutach dołączył do niej Gdynek (nie zniechęcił się jej wrzaskiem). Pogrzebał suchary i po kilku minutach odleciał. W końcu, w ciszy, Veolka zabrała się do jedzenia 😊
Godzina szósta i Włókniarz na daszku spokojnie siedzi. A w budce Veolka broni dostępu do swojej zdobyczy przed Fabrykantem. Tym razem pewnie Gdynek dostarczył do budki i teraz Veolka górą ale ma problem z jedzeniem bo braciszek nie ustępuje.