Jak masz zapisy to poszukaj tak gdzieś koło 14.30. Była w gnieździe, potem był Gdynek. Później nie było nikogo w kamerach, aż do prześwietlonego Gdynka na barierce.
Ona jest silną sokolicą. Jest stanowcza, jak ma intuza - atakuje, jak jest głodna - leci na polowanie, jak czuje, że jajo schodzi - maszeruje do dołka. Pamiętajmy jak długo i spokojnie karmiła Veoliana i jak stanowczo odcięła go w końcu od darmowych posiłków. Jak Gdynek nie przynosił posiłków dla niej, to sama leciała. Dlatego te jej problemy z wyborem dołka są tak zabawne. Dla odmiany Gdynek to żywe srebro. Afrodyta siedzi czasem kilka godzin w jednym miejscu a Gdynka co chwilę gdzieś nosi i za chwilkę wraca.
Gdybyś widziała jak ona wmaszerowała do budki przed 19, to byś nie pisała o bezobjawowości. Normalnie jak na ścięcie szła. Wmaszerowała, stanęła i tak stała bez ruchu, czekając na wyrok...3 godziny.
Dla mnie to było objawowe. W tym sensie, że ona weszła na sztywno. Do tej pory tak się nie zachowywała. Wchodziła do budki, grzebała dołki, chodziła od jednego do drugiego. Natomiast znoszenie jajka poszło konkretnie, żadnego zalegania na porodówce pełnej doby.
Edycja posta. Sprostowanie. Afrodyta stoczyła walkę powietrzną z intruzką. Tuż przy kominach. Poleciała, tak jak ostatnio w kierunku Zgierz/Aleksandrów Łódzki. Straciłam ją z oczu. Około 15 na barierce pojawił się sokół, na prześwietlonym przez słońce obrazie zobaczyłam jak wyciąga sobie z pazurów pióra. Teraz siedzi tam Gdynek. On nie uczestniczył w walce, siedział w gnieździe i szukał jajka. Zatem pióra albo jego albo obiadu.
Intruzka latała w tych samych rejonach co wtedy. Niestety drzewa, nawet bez liści, zasłaniają mi te fragmenty, gdzie toczą się boje. Kos, możesz coś więcej powiedzieć o Edzi?