Tak czysto po ludzku szkoda mi Astry. Pewnie się dwoi i troi żeby wszystko zrobić wokół malucha a i tak to za mało. Musi sama go grzać, polować, wykarmić go, wykarmić siebie. Cudem było to, że to maleństwo jest na świecie. Cudem jak przeżyje jako zdrowy młody sokół. Jestem zawsze spokojna nawet przy ostatnich pisklętach, tych najmniejszych co nigdy nie mogą się dopchać do jedzenia tak tutaj już niekoniecznie. Z jednej strony wzruszający jest heroizm Astry z drugiej strony trzeba być realistą i przyjąć wszystko to co przyniesie tutaj los.
No i nie przesadzajmy, wychowanie jednego malucha przez "samotną matkę" to nie jest już żaden cud, to nie jest nawet w sumie za specjalny wysiłek ;) to jest norma, były samice które musiały sobie radzić z samodzielnym wychowaniem trójki czy czwórki i zawsze im się udawało 😉 Przy czwórce latasz i polujesz non stop, przy jedynaku masz znacznie więcej wolnego czasu.
Przy tych niektórych najmłodszych były liczone wsady w pierwszych dniach i wyglądało to często gorzej niż tutaj. W sumie Astra też praktycznie teraz nie je.
Ostatnim razem gdy wylatywała, przeleciała nad Skierkiem który siedział na lampie jakby chciała go zbesztać, że nic nie robi. Zanim ruszyła w jego stronę chwilę na niego spoglądała. Skierek zaraz po tym odleciał, Astra zaraz wróciła i wyglądała jakby czekała na łup od Skierka, przez jakiś czas miałam nadzieję, że może tym razem coś jej przyniesie...no ale cóż, szkoda