To jestem zdziwiona, że mimo wszystko ktoś wszedł po nocy na komin, byłam pewna, że to na pewno nie nastąpi dzisiaj. Tak czy inaczej tyle godzin bez grzania... Musiałby być cud żeby przetrwały. Tak czy inaczej podziękowania za wejście, jednak co solidność to solidność 🙏🏼
Tam jest winda. I prawdopodobnie udało się uzyskać zgody pomimo niedzieli i obsługa windy musiała się zgodzić , w ogóle odnaleźć w wolny dzień odpowiednie osoby . Itd....
Faktycznie, zapomniałam, że tam jest winda. Ale tak czy inaczej, że w weekend udało się znaleźć kogoś kto otworzy co trzeba i kogoś kto wjedzie i weźmie.
w Kawęczynie do budki nie wchodzi alpinista, nie od zewnątrz, tylko jest winda wewnętrzna; jak pamiętam, do podejścia pod komin trzeba było wylegitymowania i podpisywania oświadczeń i list z danymi RODO; sądzę, że pozwolenie używania windy wewnątrz komina z przystankiem na nieużywanym na codzień poziomie wymagało jeszcvze więcej czasu i jeszcze więcej papierologii, a jeszcze dziś niedziela przecież.... na moje kiedyś-urzędnicze oko co najmniej 6 godzin papierologii i czekania
O dziękuję bardzo za wyjaśnienia, no to już w ogóle szacun za załatwienie tego wszystkiego i to jeszcze w wolny dzień. To i tak szybko ogarnięto sytuację. Szkoda tego lęgu strasznie, nic więcej nie dało się zrobić. I tak zrobiono ponad to co by się wydawało, że się nie da. Falka nam namieszała bardzo. A wydawało się, że tutaj taki spokój, czasami tylko z krótkimi wizytami intruzów.
Mrozu dziś nie było, ale jeśli temperatura nie spadnie do zera, kilkanaście godzin (np. 12-24h) nieobecności samicy przy niskich temperaturach otoczenia (ok. 5-10°C) prawie na pewno spowoduje obumarcie zarodków.
Kopiuję to co napisałam niżej: Kolejny raz trzeba to napisać, wejście na komin to nie wyjście po bułki do sklepu. Tutaj trzeba mieć serię pozwoleń na wejście na sam teren obiektu a co dopiero na komin. Pierwsza lepsza osoba nie może ot tak sobie wejść tak wysoko, trzeba mieć osobę z uprawnieniami alpinistycznymi. No i mamy dziś niedzielę, dzień wolny, więc to wszystko wydłuża, uzyskanie takich pozwoleń czy znalezienie takiej wolnej osoby.
Nie musisz pisać jak do bambika, którym, zapewniam, nie jestem. Nie napisałam "ojejej! Biedne jajeczka, nich ktoś tam po nie idzie!". Zapytałam, czy ktoś posiada jakąkolwiek wiedzę w temacie podjęcia jaj przez Stowarzyszenie. Wiem, czym jest infrastruktura krytyczna i że procedury już samego wejścia na teren takiego obiektu to nie jest kwestia jednego telefonu. Mam też świadomość, że tam nie ma windy wprost do gniazda. Moje pytanie bazowało na analogicznej sytuacji z zeszłego roku z Lublina, gdy Wrotka przegrała walkę o gniazdo z Ziutą, a jednak jaja zostały zabrane z gniazda celem dalszej (niestety nieudanej) inkubacji. Także dziękuję bardzo za ten wykład. Wystarczyło napisać "nie mam takiej wiedzy" lub "Stowarzyszenie raczej nie będzie ingerowało".
Ale to właśnie było takie pytanie. Logicznym jest, że nikt nie wejdzie na komin od razu. Skoro pani to wszystko wie, to pytanie jest bezzasadne. W Lublinie było wejście po czasie, nikt tam od razu nie wszedł, bo jakby tak było to by jedno młode, które się wykluło przeżyłoby. Wejście w Lublinie, owszem było, ale po czasie, jak udało zorganizować się całą akcję. Odpisałam w taki a nie inny sposób, ponieważ za każdym razem przy takiej sytuacji ktoś pisze czy Stowarzyszenie zabierze jajka. Więc nie, nie ma możliwości, w weekend wejścia na komin z godziny na godzinę.
Jeszcze dodam: obserwujemy dziką naturę. To, że rzecz dzieje się w mieście niczego nie zmienia. To jest natura a my jesteśmy tylko obserwatorami i trzeba pogodzić się z tym jak jest. Mi się też ugięły nogi jak przeczytałam o tym co się dzieje. Ale patrząc na to z rozsądkiem to pozostaje nam tylko obserwować. Po tylu godzinach bez grzania już nie ma co zabierać.
Aleksandra8904 - najszybciej doczytasz bieżące informacje klikając w zielony znaczek grupy widoczny przy czyimś nicku najbliższego wpisu (Warszawa). Będzie tam tylko dyskusja dotycząca tej grupy i łatwo doczytać wcześniejsze wpisy bez powielania pytań. Mało tego, akurat dzisiaj są tam też ważne informacje podane przez FF Jur.
To ja wiem, dlatego napisałam o Stowarzyszeniu, które zapewne ma jakieś procedury w takich przypadkach. Rok temu była podobna sytuacja w Lublinie z Wrotką i Ziutą, a Stowarzyszenie lub LTO (teraz nie pamiętam), podjęła decyzję o wejściu na komin, by zabrać jaja do dalszej inkubacji.
Wiadomo. Jest zdesperowana na przekazanie swoich genów, w dodatku po tylu nieudanych próbach zajęcia różnych miejsc w końcu znalazła chyba swoje miejsce na ziemi.
Dokładnie taka sama sytuacja jak w Lublinie w zeszłym roku... Kurczę bardzo Falce kibicowałam bo dziewczyna nie miała szczęścia do tej pory ale nie chciałam żeby tak zdobyła gniazdo... 😔