Nie powinnam się przywiązywać do żadnego gniazda i pary. Małe nie jadły. Oczywiście wiem, że jeszcze nie muszą bo czas, zapas itd. Ale cały czas piszczą, chyba, że Afrodyta zglanuje je do podłoża. A kiedy Gdynek przyleciał z jedzeniem i zaczął żreć na oczach Afrodyty, to spod niej zaczął jeden wypełzać, prostować się i otwierać dzioba. A to tak dawno było...
Ojej... Dobrze, że jak się drugi kluł pod Gdynkiem, to już się musiałam odłączyć. Ale ja mam jakieś wielkie zaufanie do Afrodyty. Do Gdynka zresztą też. Tylko temu gnojkowi nie ufam za grosz.
Miniaturowa porcja, w sam raz na pierwszy raz :) Ale maluchy jeszcze mało kumate. Gdyby Afrodyta nie wróciła, to była szansa na jakiś pojedynczy wsad dla każdego.
Nie byłam przy "narodzinach" drugiego wacika ale widziałam zdjęcie jak Gdynek opuszczał gniazdo i tej skorupki po lewej nie było. A jak byłam tu około 15:40 to widziałam kawałek mokrej dupki i tę skorupkę. Czy to możliwe że byłby już trzeci?
Na zdjęciu które wstawiłem na Forum widać Gdynka opuszczającego budkę oraz Afrodytę i dwa maluchy oraz dwa jajka i trochę skorupki od drugiego maluszka .Afrodyta ją odgarnęła pod ścianę .
Gdynek się wiercił, nerwowo przerzucał kamyczki, tymczasem pod nim wykluł sie maluch. Co więcej przekazał Afrodycie oba maluchy wysuszone i bielutkie a starszy (starszy hyhy) przysypiał na pleckach.
Wchodzę na podgląd, a tam Gdynek jajem świeci (znaczy wypadło mu poza skrzydło), włączam dźwięk a tam słyszę przedszkole, wchodzę na czat/boksik a tam tyle zaległości. To już jest pisklak? Od kiedy dokładnie?
Wczoraj włączyła wstrząsarkę. Nasłuchiwałam, ale głosów z jajek nie było. Rano było kręcenie się. ... dwie godziny później maluch i kolejny w drodze... i jakie dźwięki! Najwyraźniej Gdynek nie jest dźwiękoszczelny.