..tyle się biedna nalatała , naszukała , tam przegonili , tam postraszyli , już było blisko do jaja (Anwil) I znów powtórka z rozrywki..I w końcu stoczyła bitwę życia, była dużo młodsza , silniejsza , zdeterminowana i wygrała......tak to działa...wygrywa silniejszy ..
Czarnooka była świetną sokolicą i bardzo mi jej żal, ale zadam to pytanie, które już mnie nurtowało przy lęgu Wrotki i Czarta. Skoro populacja sokoła wędrownego jest stabilna z tendencją wzrostową, to jaki jest sens w inkubowaniu jaj tak blisko spokrewnionej ze sobą pary?
Matka z synem to nie są różne geny, tylko połowa tych samych. I z biologicznego punktu widzenia jest to bardzo ryzykowne i jak najbardziej może mieć wpływ, zwłaszcza u takich gatunków jak sokół wędrowny, które w niedawnej przeszłości przez drastyczny spadek populacji w bardzo znaczący sposób utraciły zmienność genetyczną. Więc z biologicznego punktu widzenia pisklęta takiej pary mają słabszą pulę genów.